Szanse social lending w Polsce

W Polsce od dawna zagościła moda na posługiwanie się słowami zaczerpniętymi bezpośrednio z języka obcego. Mam tu przede wszystkim na myśli social lending, który dla większości społeczeństwa jest nadal zagadkowym określeniem. Tymczasem to nic innego, jak proces pożyczania pieniędzy od innych osób (nie banków czy instytucji pośredniczących) za pośrednictwem portalu internetowego. Cała rola takiego portalu to stworzenie miejsca spotkania się osób chcących pożyczki oraz tych, które chętnie pożyczą w zamian za określone korzyści finansowe w postaci odsetek. Wielu w tym momencie pomyśli ? zwykła lichwa, tylko przez Internet.

Otóż nie. Dzięki ustawie antylichwiarskiej pożyczać w sieci można na nie więcej niż 21% (czterokrotność stopy lombardowej, która obecnie wynosi 5,25%). Dla pożyczkobiorców oznacza to, że pożyczki wzięte w serwisie social lending kosztują nie więcej niż 21% nominalnie w skali roku (często zdarzają się pożyczki na 10-12% w skali roku ? w banku o takiej ofercie nie może być mowy). Pożyczkodawcy mają możliwość zyskać więcej niż na lokacie (oprocentowanej przykładowo 5% w skali roku), choć ponoszą pewne ryzyko. I właśnie minimalizacja tego ryzyka to podstawowy cel portalu, który dąży do zaistnienia na polskim rynku nie tylko dzięki kanałom internetowych (jak do tej pory znany jest głównie internautom), ale i kanałom standardowym, powszechnie przyjętym, tj. media, radio, gazety codzienne.

Tutaj zaczyna się prawdziwe wyzwanie dla firm obsługujących social lending w Polsce, gdyż przekonanie przeciętnych obywateli o tym, że pożyczki w internecie są bezpieczne, tanie i szybkie, będzie według mnie sprawą kluczową. Rynek obsługiwany przez dotychczas istniejące portale jest niewielki w porównaniu z możliwościami, jakie czekają dzięki przejęciu udziałów na rynku dostępnym, a zatem ogólnopolskim.